|
 |
|
Jak słusznie w swojej ostatniej książce zauważył Tomasz Lis, jako dziennikarz żyje on z polityków i słów przez nich wypowiadanych. Tak więc, gdyby nie politycy i ich, co i rusz bardziej pomysłowe, odkrywcze, niekonwencjonalne zachowania i wypowiedzi, zapewne nie powstałaby żadna z jego dotychczasowych książek. Czy byłby sens pisać o nudnych, w pełni poprawnych politykach? O obietnicach, których dotrzymują, o sukcesach, które odnoszą na każdym kroku, o owocnych koalicjach, korzystnych sukcesywnie wdrażanych rozwiązaniach? Przecież to byłyby straszne nudy! A tak, mamy naszą Polską rzeczywistość, w której to, zupełnie jak w parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia, mamy wiele huśtawek, dziwolągów, miejsc strasznych i śmiesznych zarazem. A wszystko po to, żeby obywatel z torbą pełną politycznej papki, najadł się do syta i mógł poczuć mdłości.
Tomasz Lis, podobnie jak znaczna część Polaków, przed wyborami w roku 2005 liczył na koalicję PO-PiS. W swojej najnowszej książce przyznaje się do naiwności, jaka w tamtym czasie toczyła jego żyły. W przeciągu ostatnich dwóch lat, mieliśmy popisy, ale w postaci tandetnych gierek, oszustw ewentualnych partnerów, niekończącej się serii machlojek, wykrętów. Była nadzieja na to, ze rząd będzie łączył zamiast dzielić, nadzieja na to, że będzie budował na solidnych podstawach, zamiast podkopywać dotychczasowy dorobek demokratycznej Polski. Z czasem jednak okazało się, że w polskim społeczeństwie występuje podział na ludzi "za" i ludzi "przeciw". Wyodrębnione zostały kategorie "układ", "łże-elity", "wykształciuchy" do których to kategorii z powodzeniem mogli zostać i zostali wpasowani przeciwnicy PiS-owskiej ideologii IV RP. Przeciwnicy rewolucji moralnej, gospodarczej, kulturalnej i politycznej.
"Podzielono nas skutecznie. Na prawdziwych patriotów i łże-elity, na ludzi prawych i na wykształciuchów, na moralnych i na będących częścią układu. Na kochających słusznie i niesłusznie, na dziennikarzy dobrych i antyrządowych, na obywateli IV RP i na sieroty po III RP, na dobrych lekarzy i na lekarzy, których powinno się wsadzić w kamasze, na złych adwokatów i na posłusznych prokuratorów." (T.Lis "PIS-neyland")
W książce "PIS-neyland" Tomasz Lis zawarł kilkadziesiąt swoich felietonów opublikowanych w okresie od listopada 2005 do września 2007 na łamach "Dziennika Łudzkiego" i "Gazety Wyborczej". Opisał w nich zjawiska, które w przeciągu tych dwóch lat mieliśmy okazję obserwować na polskiej scenie politycznej i wokół niej. Zjawiska, które nie wszyscy potrafiliśmy wtedy i jeszcze nie wszyscy potrafimy teraz nazywać. Felietony były pisane na bieżąco i odnoszą się zarówno do wydarzeń o dużym znaczeniu dla wizerunku, oraz przyszłości Polski, jak i o znaczeniu tylko symbolicznym.
"Celem polityki w cywilizowanych krajach jest poprawa sytuacji tych krajów. U nas celem tym jest wykończenie politycznego przeciwnika. Władza jest w dojrzałych demokracjach środkiem do osiągnięcia celów. W Polsce jest celem. Kompromis jest środkiem służącym realizacji rozsądnych pomysłów władzy. U nas jest co najwyżej śladem desperacji, że jak nie możemy przeciwnika wykończyć, to, trudno, dogadajmy się z nim." (T.Lis "PIS-neyland")
W tym momencie możemy już mówić o historii "PIS-neylandu". W ostatnich wyborach zadecydowaliśmy o zmianie partii rządzącej. Tomasz Lis wybiegając w przyszłość przewidział w swojej książce nastanie czasu "sprzątania" - gdy od władzy zostanie odsunięty PiS. Czy faktycznie będzie to "sprzątanie", czy też wywlekanie śmieci na światło dzienne, o tym już zadecydują politycy kolejnej kadencji. Jakakolwiek nie byłaby ich decyzja, o przyszłość Tomasza Lisa możemy być spokojni. W końcu dziennikarz żyje z polityków i ich słów - a tych z pewnością nie zabraknie również po tych wyborach z 21 października 2007 roku.
Gorąco polecam! Wioleta Tymorek
Autor: Tomasz Lis Tytuł: PIS-neyland Licz. stron: 271 Cena detaliczna: 29,90 zł Wydawnictwo: Świat Książki www.swiatksiazki.pl
Z wydawnictwa Świat Książki polecam również:
Lech Wałęsa "Moja III RP"

|