|
| |
|
| Kultura | Biuletyn | Zaloguj się | Poleć znajomemu |
|
|
|
| Sztuka targowania, czyli zakupy w Tunezji | |
|
|  |
|
|
 |
| Eirik Newth |
Podróżujemy, aby odetchnąć i nabrać sił w nieco odmiennym od codziennego otoczeniu, by zobaczyć i poznać nową miejscowość, kraj, kulturę, obyczaje. Podróżujemy i chcemy, by coś oprócz wspomnień z naszych wypraw pozostało. Najbardziej popularnymi nośnikami wakacyjnych przygód wspomagającymi pamięć są – oprócz zdjęć – przedmioty zakupione w odwiedzanym miejscu.
Wachlarz artykułów proponowanych przez sprzedawców jest pod tym względem bardzo szeroki, zaś oryginalny ręcznie malowany wazon czy mozaika zakupione podczas wakacyjnych wojaży stają się potem dumą gospodarzy domu. A szybki rzut oka na ściany i półki danego mieszkania pozwala potem co bardziej orientującym się w świecie gościom odtworzyć trasę podróży jego właścicieli. W większości krajów europejskich sprawa nabycia wakacyjnych pamiątek nie nastręcza trudności – wchodzę i kupuję za ustaloną przez sprzedawcę i wywieszoną cenę. Inna sytuacja ma miejsce w krajach arabskich, między innymi w Tunezji.
Tutaj istnieją dwa rodzaje sklepów. Pierwsze, bliższe naszej kulturze, to te z narzuconymi z góry cenami. W nich praktycznie nie dyskutuje się ze sprzedawcą, i stanowią wygodne wyjście dla tych, którzy nie potrafią, nie chcą i nie mają czasu na targowanie. Ich minusem jest fakt, iż cena, jaką zapłacimy za dany przedmiot, mimo iż niewygórowana, nie jest także zbyt okazyjna. Jeśli tkwi w nas jednak żyłka zdobywcy i chcemy kupować taniej, ruszajmy na bazary (tzw.” suki”), gdzie wywieszki z ceną nie uraczysz, a cena „wywoławcza” niejednokrotnie przerasta zawartość portfela przeznaczoną na cały wyjazd. Nie dajmy się jednak zwieść pierwszym słowom sprzedawcy. Uzbrojeni bowiem w cierpliwość i ducha walki większość przedmiotów możemy kupić tu za grosze.
Już podczas przechadzki między sklepami i stoiskami sprzedawca stara się nawiązać z tobą rozmowę, pytając się z jakiego kraju jesteś i prezentując znany mu zasób słów z twojego języka. Polacy mogą wtedy usłyszeć „Dzień dobry”, „Cześć, kochanie” czy zaskakujące „dobra, dobra zupa z bobra, jeszcze lepsza zupa z wieprza”. Następnie zapraszają cię do swojego sklepu, zachęcając faktem, że oglądanie „jest za darmo”. Czasem owo preludium do kupowania przybiera dość natarczywy i brutalny charakter, gdyż do sklepu można zostać wręcz wciągniętym czy wepchniętym. Zwracając się do ciebie nazwiskami znanych ludzi typu Claudia Schiffer, Britney Spears czy Al Pacino, sprzedawca prezentuje swoje towary. Częsty element zakupów to udawanie zalotów do kupujących kobiet: cmokanie, peany na temat urody i pytania o męża – aż po propozycje małżeństwa.
Gdy w końcu dostrzeżesz upragnioną pamiątkę, nie warto okazywać zbytniego zachwytu, aby sprzedawca nie zorientował się, jak bardzo ci się podoba. Niedbale chwytając przedmiot w ręce i znajdując w nim jakieś niedostatki można utargować znacznie więcej. Należy przy tym pamiętać, iż zapytanie o cenę jest niejako wiążące, i trudno się potem wyplątać z raz rozpoczętych negocjacji. Podana przez sprzedawcę suma przyprawia nas o zawrót głowy, szybko jednak proponuje on zasadę „my price, your price”. I tu zaczyna się właściwa część targowania, polegająca na wybijaniu na kalkulatorze bądź podawaniu kolejnych cen: sprzedawca stopniowo obniża cenę, my zaś, zaczynając od minimalnej kwoty, trochę ją podwyższamy. Niejednokrotnie usłyszymy przy tym, że jesteśmy złodziejami i kryminalistami, a nasz rozmówca przez nas zbankrutuje. Słowa takie należy przyjmować bez mrugnięcia okiem, pamiętając, że to tylko jarmarczny teatrzyk mający zaprowadzić sprzedawcę ku jak najwyższej cenie. Najczęściej nasza wytrwałość i niezłomność zostanie wynagrodzona, a pamiątkę której cena początkowa wynosiła około 100 dinarów (1 dinar tunezyjski=ok.2,5 zł) udaje się kupić za kilka dinarów. Jeśli targ nie zostaje zwieńczony sukcesem, nie zdziw się, gdy sprzedawca powie, że w tym sklepie nic nie jest już na sprzedaż, lub rzuci w kąt przedmiot negocjacji.
Warto jednak zetrzeć się z tunezyjskim sprzedawcą w tym osobliwym akcie, jakim jest targowanie. Przy odrobinie wprawy i sprytu może się nawet okazać, iż to my dyktujemy kolejne kroki. A zdobyte w ten sposób, okupione zmęczeniem skarby nabierają dodatkowej wartości.
Aleksandra Pieniążek |
|
 | Zobacz także |
|
|
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza
|
|